- Wiem - odparła, nerwowo wygładzając spódnicę

go. Okazało się, że kiedyś przepowiedziano jej, iż spotka kogoś spoza planety i ten ktoś odegra ważną rolę w jej
przekornym pytaniem.
rozmyślał, czy Róża już o nim zapomniała, czy już nie czuje się jego różą... Był zdumiony jej płochością i
Popatrzył na nią tak, jakby miał przed sobą przybysza z obcej planety.
Tammy ze zgrozą rozejrzała się dookoła.
A czego chciał?
podajnika podczas pracy i ocenił, czy jutro nie będzie budził zastrzeżeń. Trzęsie tyłkiem, ponieważ to on podpisał wykonanie naprawy. Boi się, że każą mu pakować manatki, i ma rację. Dopóki jednak go nie zwolnimy, pewnie powinienem poudawać, że się przejmuję. Mam jedyny klucz do tej maszyny, zatem jako jedyny mogę ją włączyć. Wiedziałem, że te idiotyczne zasady Huffa to tylko dodatkowy kłopot. - Mówiliśmy o twoim motywie morderstwa - powiedział Beck - Nie. To ty mówiłeś. Klaps Watkins jest winowajcą, teraz już martwym. Odpuść sobie, Beck. - Z tymi słowami Chris wyszedł. 35 Siedząc w samochodzie zaparkowanym przed Dairy Queen, jedząc lody z posypką z M&M-ów, Huff wyciągnął zza pasa pistolet. Roześmiał się na jego widok z autoironią, po czym ostrożnie odłożył broń na siedzenie pasażera. Zapewne innym wydał się śmieszny, z pistoletem za pasem, ale bez skrupułów strzeliłby Watkinsowi między oczy. Ten gnój musiał umrzeć, to było z góry przesądzone. Teraz leży w kostnicy i cały ten bałagan się skończył. Huff pomyślał, że może powinien odwiedzić grób Danny'ego. Nie był na cmentarzu od dnia pogrzebu. Tak, pójdzie tam dzisiaj, zaniesie świeże kwiaty. Niedługo pewnie przyjdzie mu wziąć udział w pogrzebie Rudego, uznał ze smutkiem. Będzie mu go brakowało... Nagle przypomniał sobie o kopercie, którą szeryf przyniósł mu dziś rano. Wsadził ją do kieszeni spodni, gdy Selma poinformowała go, że Chris nocuje w domku rybackim. Chcąc jak najszybciej ostrzec syna, a potem przeczekując cały rozgardiasz, jaki nastąpił, nie pomyślał o kopercie aż do tej pory. Teraz jednak miał z głowy Klapsa Watkinsa, a Chris nie musiał się dłużej borykać z podejrzeniami o zabójstwo brata. Huff mógł się zająć sprawami Hoyle Enterprises z niepodzielną uwagą i świeżą energią. Bo chociaż kłopoty z Charlesem Nielsonem chwilowo ustąpiły miejsca inspekcji OSHA, nadal był on jedną z głównych przyczyn zamknięcia fabryki i, na Boga, zapłaci za to! Wyciągnął kopertę z kieszeni. Wewnątrz znalazł pojedynczą kartkę papieru, złożoną jak oficjalny list. Tego poranka, gdy spytał Rudego, co ten odkrył na temat Nielsona, szeryf odparł: „Wszystko jest w kopercie". Jeżeli były to wszystkie informacje, jakie zdołali zgromadzić Rudy i jego kontakt w Nowym Orleanie, nie wyglądało to zbyt imponująco. Ku rozczarowaniu Huffa, na kartce widniało jedynie kilka linijek napisanych na maszynie. - Cholera! Rudy był już stary i schorowany. Najwyraźniej przestał się przykładać do pracy. Huff miał nadzieję, że znajdzie w liście więcej pożytecznych informacji, jakieś wady lub złe nawyki Nielsona, coś, co pomogłoby przeprowadzić atak. Może był hazardzistą, oszustem podatkowym, narkomanem? Może lubił pornografię dziecięcą albo był wielokrotnie karany za prowadzenie po pijaku? Huff chciał się dowiedzieć o mrocznych wydarzeniach w życiu tego człowieka. O czymś, co rozgłoszone lub odpowiednio wykorzystane mogło zniszczyć wiarygodność Nielsona. Włożył okulary do czytania, których używał tylko wtedy, gdy był sam, i przebiegi wzrokiem po informacji, jaką zdobył szeryf Harper. Kilka sekund później przejeżdżająca obok furgonetka została niemal zepchnięta na pobocze drogi przez wóz Huffa Hoyle'a, który nagle wypadł z parkingu przed Dairy Queen. Porzucony na podłodze samochodu kubek z resztkami lodów miotał się na zakrętach, pozostawiając lepkie białe smugi na matach podłogowych. Gdy Huff dotarł do fabryki, lody zdążyły się już
- Ty się boisz! - odkrył nagle.
ptaki mogły odpocząć i ugasić pragnienie.
- Wynajmuję niewielki pokój na peryferiach, po połud¬niu wezmę taksówkę i pojadę tam, żeby zabrać to, co mi potrzebne. Całość z pewnością zmieści się do plecaka. Na miejscu kupię sobie nowe dżinsy. Macie chyba dżinsy w Broitenburgu, co?
Kiedyś było jej z tego powodu nawet bardzo smutno, gdyż któregoś dnia Mały Książę nie pocałował jej rano, a
wiadomym kierunku i celu. Ich życie było nieustanną wędrówką.
- Pewnie Danny nie chciał jej o tym mówić. Liczył na to, że zaaprobujemy ich związek. Beck, mój brat przeszedł pranie mózgu. Zaczął się za nas modlić. Uwierzysz w to? Padł na kolana przed fotelem Huffa i zaczął na głos prosić Boga o nasze zbawienie. Przez dobre dziesięć minut nadawał, jak to powinniśmy zmyć z siebie grzechy i nieprawość. Myślałem, że Huff dostanie zawału. Serce Becka rozpoczęło szaloną galopadę. - Danny chciał powiedzieć księdzu, co stało się z Iversonem, prawda? - spytał. - Słucham? - To była przeszkoda, przyczyna psychicznej udręki Danny'ego. Nie mógł poślubić kobiety, którą kochał, dopóki nie oczyścił swojego sumienia i nie wyspowiadał się ze swego grzechu przeciwko Gene'owi Iversonowi. Tyle tylko, że nie mógł tego zrobić bez wskazania palcem na ciebie i Huffa. Danny wiedział, że Huff zabił Iversona i... - Huff nie zrobił niczego takiego - Chris wstał i nalał sobie kolejną whisky. - Jak tak dalej pójdzie, zdążę się upić przed lunchem, chociaż, jakie to ma znaczenie - wskazał na rząd okien. - Dziś i tak nie pracujemy. Usiadł i spojrzał na Becka, który wpatrywał się w niego bez słowa. Chris uśmiechnął się lekko. - Nie możesz się doczekać, żeby to usłyszeć, prawda? W porządku, powiem ci. To był wy-pa-dek - ostatnie słowo wymówił, podkreślając sylaby. - Ty? Chris wzruszył ramionami. - Tamtej nocy wyszedłem z zebrania za Iversonem. Starłem się z nim na parkingu pracowniczym. Wziąłem ze sobą młotek, żeby bardziej go postraszyć. Miał trzymać gębę na kłódkę i nie robić problemów ze związkami zawodowymi. Idiota natarł na mnie jak byk, zmuszając do obrony. Chciałem się tylko bronić. Nie pamiętam, żebym uderzył go tak mocno, ale następną rzeczą, jaką zobaczyłem, był zakrwawiony młotek w mojej dłoni i dziura w jego głowie, wielkości półdolarówki. Cholera!, pomyślałem. Cholera jasna! Spanikowałem. Pobiegłem z powrotem do fabryki i sprowadziłem Huffa. Bałem się, że tymczasem ktoś natknie się na Iversona, ale akurat zaczęła się nowa zmiana, więc nikogo nie było na parkingu. Huff spokojnie ocenił sytuację. Uwierzył mi, że to była samoobrona. Powiedział, że nie potrzebujemy dochodzenia w tej sprawie. Najprostszym rozwiązaniem będzie ukryć ciało. Iverson powinien zniknąć. Bardzo mądra decyzja. Gdyby prokurator okręgowy zobaczył dziurę w jego czaszce, mógłby się upierać przy oskarżeniu. W każdym razie Huff powiedział mi, gdzie mam pochować ciało i jak to zrobić. Kazał Danny'emu, by mi pomógł, a przez ten czas razem z Rudym Harperem usunęli wszystkie ślady z parkingu i zadbali o samochód Iversona. Wiesz, teraz przyszło mi do głowy, że nigdy nie spytałem, co z nim zrobili. Hmm. - Gdzie go pochowałeś? - Jesteś moim prawnikiem, Beck - roześmiał się Chris. - Nie możesz wyjawić tego, co ci powiem. Ale jednak nie czuję się na tyle komfortowo, aby zwierzyć się z niektórych rzeczy. - Spojrzał na Becka z mieszaniną rozbawienia i rozdrażnienia. - Przestań tak na mnie patrzeć. Wcale nie chciałem go zabić, ale tak się złożyło i nic już nie mogło tego zmienić. Ja musiałem żyć dalej. Oczywiście, był jeszcze ten proces; bolesna rzecz, ale dobrze się skończyła. - Nigdy się nie obawiałeś, że poniesiesz odpowiedzialność, prawda, Chris? To po tym, jak przekonałeś się, że Huffowi udało się wywinąć od kary za zabicie Hallsera. - Hallsera? - Chris zmarszczył brwi, usiłując przypomnieć sobie, o kim mowa. - Byłem wtedy jeszcze dzieckiem. Ledwo to pamiętam. - Kłamiesz, Chris. Byłeś tam, widziałeś, co się stało i wywarło to na tobie ogromne wrażenie.
- Jak to?!


koszulki reklamowekoszulki reklamowezobaczbezpieczeństwo przetwarzania

- Ale będzie trwało.


Zesztywniała, choć jej ciało ze wszystkich sił pragnęło poddać się pieszczocie. To jednak tylko pogorszyłoby spra¬wę! Jej sytuacja życiowa i bez tego skomplikowała się wy-starczająco. Romans z tym mężczyzną był naprawdę ostat¬nią rzeczą, jakiej teraz potrzebowała.
jesteś nową odmianą baobabu.

- Czy nie wyciągasz zbyt daleko idących wniosków? - spytał oschle Mark. - Ona jest siostrą Lary.

– Czy to znaczy, że trzeba będzie się wystroić?
soczyste hamburgery - dodał puszczając do niej oko.
koso na kolegę. – To on jest nieprzyzwoity!

chce mu przekazać coś wyjątkowo ważnego.

-Proszę nazywać mnie Laurą. Myślę, że po prostu się pan
gąbkę w umywalce.
Byliśmy umówieni.